Rodziny ptaków

Igły popielate / Chaetura andrei

Pin
Send
Share
Send
Send


Były przywódca został oczyszczony z zarzutów w czterech sprawach dotyczących korupcji. W przypadku mieszkania w kurorcie Guaruja Lula da Silva został skazany na 12 lat i jeden miesiąc. Były prezydent otrzymał 12 lat i 11 miesięcy za działkę z domem w Atibaia, na przedmieściach São Paulo. Decyzja Sądu Najwyższego położyła kres dwóm kolejnym sprawom dotyczącym Instytutu Lula. Wszystkimi tymi sprawami zajmował się sędzia Sergio Moro, który później został ministrem sprawiedliwości w rządzie Jaira Bolsonaro.

Fakin orzekł, że Moro nie ma prawa prowadzić interesów przeciwko Lula da Silva, ponieważ nie leżały one w jego kompetencjach. Tym samym wyrokiem sędzia zakończył 14 procesów przeciwko samemu Moro, oskarżonemu o stronniczość.

Półtora roku temu portal Intercept Brasil opublikował korespondencję Moro z prokuratorem Deltanem Dalanyolem, która wywołała poważny skandal w Brazylii, którego jedną z fal najwyraźniej była decyzja Fakina. Z tej korespondencji wynika, że ​​słynny sędzia, którego w Brazylii nazywano „symbolem walki z korupcją”, nie tylko prowadził sprawy przeciwko Luli, ale faktycznie koordynował pracę policji i prokuratorów w śledztwach przeciwko byłemu prezydentowi. .

Te decyzje Moro całkowicie zmieniły krajobraz polityczny w Brazylii przed wyborami w 2018 roku i otworzyły drogę do wyboru na najwyższy urząd Bolsonaro, którego nikt nie traktował poważnie nawet na pół roku przed wyborami.

Teraz Lula może mieć okazję do zemsty, chyba że orzeczenie Fakina zostanie zakwestionowane przez Prokuraturę Generalną.

Lula ma szansę wrócić do pałacu prezydenckiego po wyborach w 2022 roku - wynika z sondaży przeprowadzonych przez brazylijski Instytut Ipec. Spośród ankietowanych 50 procent zdecydowanie zagłosowałoby lub mogłoby zagłosować na Lulę da Silvę, gdyby ubiegał się o urząd, podczas gdy Bolsonaro zgodził się poprzeć tylko 38 procent. Ale wskaźnik zaprzeczenia obecnemu szefowi państwa jest zauważalnie wyższy: 56% respondentów w żadnym wypadku nie zagłosowałoby na niego, a 44% respondentów odmówiło oddania głosu na Lulu.

Czytać

Pomóż nam ulepszyć Little Life

  • «
  • 1
  • 2
  • .
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • .
  • 51
  • 52
  • »
  • Iść do

- Tak - uśmiechnął się Rammiran. - Dawno temu Angus Grand był zwykłym szesnastoletnim nastolatkiem mieszkającym z rodzicami u podnóża Seaside Range. Aż pewnego dnia, spacerując po górach, uderzył mnie iglasty ogon.

Sapnęłam. Igły był wielkim owadem, przypominającym skrzyżowanie mrówki ze skorpionem, a także potrafił strzelać trującą igłą, która znajdowała się na końcu jego ogona. Te agresywne stworzenia uwielbiały chować się w szczelinach między kamieniami, a ich doskonałe przebranie nie dawało potencjalnej ofierze możliwości dostrzeżenia zagrożenia na czas. Silna trucizna uczyniła je niezwykle niebezpiecznymi, a niegdyś sprawiały wiele problemów tym, którzy mieszkali lub podróżowali po górach. Dlatego iglaste ogony zostały bezlitośnie wytępione, a teraz są niezwykle rzadkie.

„Angus miał tego dnia pecha. Cierń owada trafił faceta prosto w kręgosłup. Uzdrowiciele uratowali mu życie, ale nie mogli postawić go na nogi. Nawet najwybitniejsi znawcy metropolii uznali to za beznadziejne. Postanowił więc wypróbować ostatnią opcję.

- Ty? - nietrudno było zgadnąć. Udali się do Przeklętych tylko wtedy, gdy wypróbowano wszystkie inne metody i pozostało tylko czekać na cud.

- Tak. Uciekając od rodziców, przybył do mojego zamku. Wyobraź sobie, że wyczerpany, wychudzony chłopak, który ledwo mógł usiąść, zdołał dojechać do mnie na koniu przez dobrą połowę królestwa i poprosić o pomoc.

„Może to prawdziwy wyczyn” - mruknąłem.

- Być może - zgodził się mężczyzna. - Taka siła woli i determinacja zrobiły na mnie wrażenie i zgodziłem się. Grand spędził tu prawie cztery miesiące, kiedy leczyłem jego plecy. Okazał się bardzo inteligentny i inteligentny. Tak jak ty, szybko opanowałeś moją bibliotekę. Z biegiem czasu zdał sobie sprawę, jaką moc naprawdę posiadam. A potem zazdrość pojawiła się w jego duszy. Chciał prześcignąć wszystkich znanych magów, prześcignąć mnie. Puszczając faceta na zdrowych nogach, zacząłem podejrzewać, jakie niemiłe myśli go dopadają. Nie chciałem zabijać Granda, szkoda było włożonych w niego wysiłków i miałem nadzieję, że z czasem będzie mógł pozbyć się swoich pasji i skierować swoje talenty we właściwym kierunku.

- Nie mogłem - powiedziałem ledwo słyszalnie.

„Jak widać, ja też nie zawsze dobrze rozumiem ludzi” - żartował ze smutkiem mój rozmówca.

„Każdy może się mylić.” Ścisnęłam jego ramiona w geście wsparcia.

„Kiedy wyjeżdżał” - ciągnął w międzyczasie mężczyzna - „za moją pomoc złożyłem mu przysięgę, że nigdy nie zbliży się do mojego zamku, jak tylko podczas jednodniowej podróży. Ale to nie wystarczyło. Jednak pragnienie siły i mocy wzrosło w nim i całkowicie zawładnęło jego umysłem. A Angus Grand stał się tym, kim wszyscy go teraz znają - szalonym magiem, naukowcem i zabójcą. I nadal chce mnie pokonać. Nie było wtedy potrzeby, żeby go puścić.

- Czy uważasz się za winnego? Co się z nim stało?

- Nie całkiem. Wszakże gdyby ów tunel pierwotnie się w nim znajdował, prędzej czy później i tak czołgałby się na powierzchnię, niezależnie od wpływu kogoś innego. Ale uważam, że jego zniszczenie to sprawa honoru. Grand zabił już tak wiele istnień i mógłby zabić więcej. Tak, i dla własnego spokoju jest to konieczne.

„Tak, cóż, biznes”, mogła tylko powiedzieć. Być może zgadzam się z Rammiranem. Nawet gdyby historia o iglastym ostrzu się nie wydarzyła, Angus Grand nadal znalazłby swoją obsesję.

- Dlaczego tak mocno na ciebie poluje? Czy to tylko z powodu siły?

„Nie tylko” - mężczyzna wzruszył ramionami. „Wie, że dołożę wszelkich starań, aby jego plany się nie spełniły. Dlatego dla Granda jestem nie tylko źródłem tak pożądanej siły, ale także przeszkodą, która oddziela go od szczytu władzy.

- Dowiedziałeś się czegoś o tych włosach od mojego ... od hrabiego de Ant? - spytałem i ku swojemu zdziwieniu nagle zdałem sobie sprawę, że wspomnienia mojego byłego narzeczonego i jego czynu nie wywołały u mnie absolutnie żadnych emocji.

- Na razie nic konkretnego. Grand ukrywa się bardzo dobrze i nie mogę przesłuchać hrabiego bez żadnych poważnych dowodów, w końcu twój król będzie bardzo nieszczęśliwy, jeśli zacznę chwytać jego poddanych.

- Martwię się o moich rodziców - przyznał mu cicho - bo nie znają prawdziwej istoty Rikharda i nie ufają mu. I łatwo może to wykorzystać i zrobić coś strasznego.

„Nie bój się” - mag ścisnął mnie uspokajająco za nadgarstek. „Upewnię się, że nic im się nie stanie. A także z twoim śmiesznym rudowłosym przyjacielem.

„Dziękuję” - szepnąłem szczerze. - To jest bardzo ważne dla mnie.

- Wiem. Wszystko będzie z nimi dobrze. Nie sądzę, że są teraz, ale jesteś w znacznie większym niebezpieczeństwie. W końcu to ty możesz dać Grandowi bezpośredni dostęp do mnie.

Po prostu westchnąłem.

„I nie ma nic do powstrzymania się przed niczym” - kontynuował mag. - I naprawdę nie chcę, żebyś cierpiał w naszym pojedynku. Dlatego błagam cię, Elyro, bądź ostrożny.

- Obiecuję - poważnie skinęła głową. I nagle zdałem sobie sprawę, że stałem przez długi czas, tylko przytulając go za ramiona, a mężczyzna trzymał mnie za rękę i delikatnie gładził wrażliwą skórę nadgarstka opuszkami palców. I od tej delikatnej, ledwo wyczuwalnej pieszczoty, ciepło zalało moje policzki i ciężko mi było oddychać.

„To nawet dziwne, że wpuściliście mnie po nim do swojej biblioteki, a tym bardziej do laboratorium” - wyrzuciłam podekscytowana pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy.

- Nie masz zgnilizny, dziewczyno, masz czystą, jasną duszę - odpowiedział spokojnie Rammiran i dotknął moich palców ustami. Wydawało się, że po mojej dłoni spływają gorące strumienie.

- Skąd wiesz? Szepnąłem suchymi ustami.

- Wiem - odpowiedział prosto i, całując lekko moją dłoń, puścił to z subtelnym żalem. - Dość bajek na dobranoc, jest późno, czas, żebyś spał.

- Dobranoc, Rammiran - wyszeptałem i wyszedłem, ukrywając nieco głupi, ale bardzo zadowolony uśmiech.

- Dobranoc, Elyro, - przyszedł za mną.

Gapiłam się na lepki eliksir bulgoczący leniwie w dużej butelce. Ważne było, aby nie przegapić momentu, w którym zmienia kolor, i dodać ostatni składnik, który już czekał na swoją kolej w ceramicznej misce.

- Uniwersalny lekarstwo na rany? - zapytał Fil, który wszedł do laboratorium.

- Aha, - skinąłem głową, nie odrywając oczu od kolby, - według ulepszonej receptury.

Odkąd Przeklęty ujawnił mi swoje imię, pozwolił mi przyjść do laboratorium, nawet gdy go tam nie było. A teraz bezwstydnie skorzystałem z tej okazji, eksperymentując z nowymi eliksirami.

- Czy nadal masz nadzieję, że przejdziesz do historii jako twórca jakiegoś wspaniałego Mixture de Werner? - zachichotał strażnik.

- Dlaczego nie? Ale na razie mam tylko nadzieję, że pozbędę się skutków ubocznych.

Eliksir nagle wydał dziwne chrząknięcie, spieniony i ostro poczerniały.

- Cóż, - nie mogłem powstrzymać westchnienia rozczarowania, - znowu, nie to. Prawdopodobnie powinienem był umieścić mniej korzenia prawoślazu. Cóż, wynikiem jest również wynik ujemny.

Ostrożnie wyjmując kolbę z palnika, wrzuciłem nieudaną miksturę do recyklera.

- Nie powinieneś tego wylewać - kpił dalej kot - może masz jakiś uniwersalny rozpuszczalnik.

- Tak, raczej uniwersalna silna trucizna. Ostatnio stałeś się podejrzanie wesoły, mój ogoniasty przyjacielu - zmrużyłem oczy.

- Dlaczego nie? - kot ziewnął niewzruszenie. - Kiedy w domu wszystko jest w porządku, jego opiekun jest zadowolony.

- Więc jesteś strażnikiem zamku? Ktoś taki jak główne ciastko? - zapytał na marginesie, przenosząc miski do zlewu.

- Niezupełnie - wyjaśnił chętnie Fil - raczej jestem opiekunem rodziny, do której należy Rammiran, tutaj on jest jego jedynym przedstawicielem. Cóż, ten zamek jest teraz jak rodzinne gniazdo.

- Strażniku klanu? A jak to zachowujesz?

- Nie myśl, dziewczyno, umiem liczyć nie tylko garnki. Ludzie tacy jak ja chronią dom, chronią członków rodziny, pomagają wychowywać dzieci, zbierają i przekazują doświadczenia poprzednich pokoleń. Jednym słowem robią wszystko, aby w gnieździe zapanował pokój i dobrobyt.

Zachichotałem cicho. Na te słowa, z jakiegoś powodu, wyobraźnia narysowała pulchnego kota, czule wijącego zgrabną strukturę gałęzi na szczycie najwyższej sosny.

Pin
Send
Share
Send
Send